Fajna muzyczka stycznia 2026, jazz i metal, eksperymenty.
No dobrze. Miejmy to po prostu za sobą, bo przymierzam się do tego jak do recenzji dla Pitchforka, a chciałem dać tylko tutaj znać, co mi się najbardziej podobało w styczniu z muzycznych premier w Polsce, ale też na świecie... I kilka słów o pozycjach, które odkryłem dla siebie na nowo.
Polska: Ciężary i jednoosobowa armia
Polska i moje ulubione dwa gatunki, najpierw metal, post-metal, hard rock... cholera wie, gdzie to katalogować (dlatego tak nie lubię tych zawodowych recenzji). Mamy tu jednoosobową armię z Bolesławca: Miasme | Keep Them At A Distance.
Super fajne, mocne granie z na tyle wyważonym growlem, że nadaje się do auta i na wieczorny relaks. Pierwsze dwa kawałki to naprawdę ciekawe intra, zapadające na tyle w głowę, że – myślę – za jakiś czas będą do rozpoznania z tej papki, która się teraz pojawia. A to już naprawdę dużo. Będzie płacone, jak tylko wrócę do cywilizacji.
Fav: Old Father
Jazz: Bez bangerów, ale z nadzieją
Choć w temacie jazzowych wydawnictw trochę się w styczniu wydarzyło, to nie ma jakiegoś bangera w moich kategoriach, do którego bym wracał jakoś szczególnie w tym miesiącu. Zaczynając od samego końca miesiąca i zapłakanej, plumkającej rzewnie Hani, po w sumie całkiem ciekawy album Jazzpospolita | Kosmopolis. Do tego może faktycznie jeszcze wrócę i wtedy rozważę zakup.
Dzisiaj, przeglądając jeszcze ewentualne przegapione pozycje, jak HOIST | Reshaping – solidne gitarowe i saksofonowe jazz-rockowe granie – wpadło mi to w ręce tak naprawdę dopiero teraz. Więc jeśli przebije się czymś fajnym na dłużej, to wrócę do niego w lutym... Tymczasem jestem 95. słuchaczem tej ekipy na Spotify w tym miesiącu 🫥. O Chicago Tapes napisałem trochę więcej w innym miejscu.
Inne: Kręć się, wrzeciono kręć
Zanim przejdę do reszty świata, jeszcze kategoria „inne” z polskiego podwórka. Mamy Popsysze | Powięź – zupełnie nieznana mi do tej pory ekipa (nie to, żeby miało to o czymkolwiek świadczyć). W każdym razie, jak zwykle nie porywam się na odmierzanie, ile w tym kraut, a ile post czy space rocka. Powiem tylko, że słucha się tego z wielką satysfakcją, a plot twistów tu nie brakuje. To zamiłowanie do eksperymentów, o którym mowa w lakonicznym opisie bandu na Spotify, jest jasne od pierwszego kawałka. Ma to swój klimat i idealnie nadaje się na wieczorny relaks. Kręć się, wrzeciono, kręć...
Mam w sumie z kategorii experimental jeden kwiatuszek i dość mocną pozycję, z którą zostanę pewnie na dłużej. Napiszę o tym więcej przy okazji większego projektu, który mi chodzi po głowie: Soundtrack of My Life. Bo kiedyś zacząłem się zastanawiać, skąd moje upodobania muzyczne i co mają z nimi wspólnego Tom i Jerry oraz Pan Kleks. Jakby się ktoś nie mógł doczekać, to sprawdźcie to.
Komentarze
Prześlij komentarz