Posty

Inkubator progesu

To jest do zrobienia. I to wcale nie w jakiejś nieokreślonej przyszłości. Dwa lata to nie jest dużo, a jednocześnie to wystarczający czas, żeby domknąć projekt, który siedzi w głowie. To jest możliwe, wykonalne i, szczerze mówiąc, nie mam obiektywnie nieskończonej liczby przeszkód, żeby się przebić do konkretnych wyników. Wymaga to silnej woli, masy pracy, wyrzeczeń i — co najtrudniejsze — przełamania schematów . Szczególnie tych związanych ze stresem i zmęczeniem. Czy marnuję czas? Zakładam, że nie. Cały czas trwa pewnego rodzaju formacja, szukanie silnej motywacji i tego mitycznego "dlaczego?". Wszystko wskazuje na to, że dotychczasowe powody były po prostu... za słabe. Lekcje z wyjazdu Czego się nauczyłem? Spokój, pogodność, muzyka, skupienie, koncentracja, płynność, uśmiech, radość. To tutaj inkubuje się przestrzeń na prawdziwy progres. Tymczasem rzeczywistość skrzeczy: jem za dużo, stymuluję się za dużo. Choć wiem, że w większości to ADHD i mechanizmy poza moją be...

EV w zimie, to nie są fajne rzeczy.

Obraz
Elektryczny świat i zgrabiałe ręce Tym się jeszcze nie chwaliłem, bo nie ma w sumie czym, ale w zeszłym roku spełniłem swoje marzenie (a raczej zrealizowałem postanowienie), że kolejne moje auto będzie elektryczne. W pełni. I o ile do tej pory nie zdarzyło mi się tego wyboru żałować – ekonomicznie jest uzasadniony, o tyle że ładowania realizuję z nadwyżki produkcji na swojej domowej fotowoltaice, a jako że jestem rozliczany jeszcze w starym modelu, to naprawdę bardzo trudno jest doprowadzić mi do sytuacji, w której płacę za prąd i ładowanie. Chyba że trzeba gdzieś jechać dalej albo cóż, zima. Tak sobie to piszę zgrabiałą z zimna ręką, stojąc przy ładowarce Lidla. Będzie już z godzina, a końca nie widać. Bo choć moje auto umie w szybkie ładowanie (nawet 120 kW), to Lidl i wszystko, co mi wbudowana mapa ładowarek pokazała, to max 60 kW. Więc albo długie zakupy, albo stanie i marznięcie w aucie, bo na jednym ładowaniu nie oblecę 400 km w zimie i to jest fakt. Nawet 360 nie. Myślę, ż...

Fajna muzyczka stycznia 2026, jazz i metal, eksperymenty.

No dobrze. Miejmy to po prostu za sobą, bo przymierzam się do tego jak do recenzji dla Pitchforka, a chciałem dać tylko tutaj znać, co mi się najbardziej podobało w styczniu z muzycznych premier w Polsce, ale też na świecie... I kilka słów o pozycjach, które odkryłem dla siebie na nowo. Polska: Ciężary i jednoosobowa armia Polska i moje ulubione dwa gatunki, najpierw metal, post-metal, hard rock... cholera wie, gdzie to katalogować (dlatego tak nie lubię tych zawodowych recenzji). Mamy tu jednoosobową armię z Bolesławca: Miasme | Keep Them At A Distance . Super fajne, mocne granie z na tyle wyważonym growlem, że nadaje się do auta i na wieczorny relaks. Pierwsze dwa kawałki to naprawdę ciekawe intra, zapadające na tyle w głowę, że – myślę – za jakiś czas będą do rozpoznania z tej papki, która się teraz pojawia. A to już naprawdę dużo. Będzie płacone, jak tylko wrócę do cywilizacji. Fav: Old Father Keep Them at a Distance by Miasme Jazz: Bez bangerów, ale z nadzieją Cho...

Zasada jednego procenta i nieliniowe flow

Drugi dzień i można sobie już trochę o sobie powiedzieć; nie trzeba cały dzień coś pić lub jeść. Mamy tutaj generalnie trzy posiłki ustalone o konkretnej porze i ogólnie to tyle. Jasne, można podejść do jakiegoś sklepu i dorzucić jakieś śmieci, ale można też spróbować pójść w to i zobaczyć, czy dzień jest do wystartowania bez dwóch kaw jeszcze przed 6:00 – nawet tych bezkofeinowych... No, chyba jest. Ogólnie zegarek mi się tu trochę przestawi. Do późnego wieczora są aktywności fizyczne, więc trudno się kłaść przed 22:00, jak to mam w zwyczaju. W dziennym układzie jem tych posiłków pięć, więc takie ćwiczenie zrobi mi chyba tylko dobrze. Można by się zastanowić, po co piszę o takich rzeczach, przecież to wszystko proste jest, a jak zapytasz Gemini lub Chata, to napisze ci w sekundę optymalny plan dnia wg wszystkich ostatnich najmądrzejszych książek w zakresie rozwoju osobistego i proszę bardzo – żyj sobie dalej i nie zanudzaj innych. Kropka. To, na co chciałem zwrócić uwagę, to potęż...

Pixel Buds Pro, nie takie Pro... no ale 2.

Kolejny call, na którym słyszę kogoś przez ścianę, a w dodatku jak robota z pierwszej części Terminatora, trochę mnie zirytował. Jakby od początku wiedziałem, że ta migracja to downgrade. Przy całym kapitalistycznym waleniu w rogi klienta przez Apple, no nie ma siły, żeby sprzęt 80% tańszy proponował taką samą jakość. Muszą być minusy ujemne i plusy dodatnie. Ale bez jaj, dźwięk w sztandarowej apce, jaką jest Google Meet – w zasadzie natywnej na Chromebook Plus – to nie może być issue. Trochę się dzisiaj złapałem na tym, że wpadam w rabbit hole. Jeszcze nic ze starego ekosystemu nie sprzedałem (może to i dobrze), ale sporo już kupiłem z nowego. Dam szansę tym Pixel Buds Pro 2 . Zakładam, że te zgrzyty z AirPodsami to przypadek na poziomie programistów i coś dedykowanego zasypie ten gap z przełączaniem, złym dźwiękiem itp. Pierwsze wrażenia? No cóż, słabe. Zautomatyzowany proces parowania (otwarcie klapki) na Chromebooku nie działa. To znaczy pojawia się samouczek, ale nie widzi spr...

Dwie Słowie

Robię plan i schemat działania na cały rok. Nie zamierzam co chwilę czegoś zmieniać, bo nie ma efektu po tygodniu czy dwóch. Różne mam przemyślenia i tezy, ale jedna jest przywoływana dość często: nie udało mi się do tej pory wytrwać w żadnym programie na tyle długo, aby zobaczyć efekty. Stąd brak rezultatu. I nieważne, czy to przerwana „dieta”, czy cykl przygotowań wytrzymałościowych; nieważne, czy to przerwa w wyniku przetrenowania i kontuzji, czy załamania woli, albo – no cóż – stanu nerwowego. Bo chyba trzeba mój stan z zeszłego roku nazwać po imieniu. Terapia, leki, praca nad wyjściem z lęku i depresji trwa, ale jestem już na tyle do przodu, aby układać i stabilizować sobie pewne rzeczy. Lekarze pomogli mi na tyle wyciszyć ADHD , abym dał sobie przestrzeń na bardziej holistyczne podejście do swojego zdrowia, formy fizycznej, ale też sylwetki, o której tak dużo tutaj mówię i która stała się celem na 2026 rok. Może ktoś inny nie potrzebuje tak złożonych, przemyślanych i policzon...

Co z tą transkrypcją na polski?

​W akronimie tego bloga mamy „T” jak technologia, ale ostatnio większość wpisów krąży wokół treningu i diety. No tak, przy ADHD te obsesje, ruminacje i dążenie do perfekcji to standard. Hiperfocus na jednym temacie napędza całe moje dorosłe życie, więc nie będę udawał na tym blogu, że jest inaczej. ​Możecie prześledzić we wcześniejszych wpisach, że przechodzę właśnie potężną migrację z macOS i iOS na ChromeOS i cały ekosystem Google. Hardware, na który wydałem mnóstwo pieniędzy przez ostatnie lata, idzie do wymiany (rozczarowanie jakiego doświadczyłem ekosystemem Apple przez ostanie tygodnie to długa historia). Nie potrzebuję już wielkiej lokalnej mocy obliczeniowej. Dane przechowuję cyfrowo, staram się je tak samo odbierać i wysyłać – w komunikacji z urzędami, kontrahentami czy pracownikami. Wszystkich namawiam, żeby szli w stronę cyfryzacji. ​Przechodząc na Androida i Pixela, szukam rozwiązań, których brakowało mi na iOS. Jednym z nich jest transkrypcja notatek głosowych. To właści...