Co z tą transkrypcją na polski?
W akronimie tego bloga mamy „T” jak technologia, ale ostatnio większość wpisów krąży wokół treningu i diety. No tak, przy ADHD te obsesje, ruminacje i dążenie do perfekcji to standard. Hiperfocus na jednym temacie napędza całe moje dorosłe życie, więc nie będę udawał na tym blogu, że jest inaczej.
Możecie prześledzić we wcześniejszych wpisach, że przechodzę właśnie potężną migrację z macOS i iOS na ChromeOS i cały ekosystem Google. Hardware, na który wydałem mnóstwo pieniędzy przez ostatnie lata, idzie do wymiany (rozczarowanie jakiego doświadczyłem ekosystemem Apple przez ostanie tygodnie to długa historia). Nie potrzebuję już wielkiej lokalnej mocy obliczeniowej. Dane przechowuję cyfrowo, staram się je tak samo odbierać i wysyłać – w komunikacji z urzędami, kontrahentami czy pracownikami. Wszystkich namawiam, żeby szli w stronę cyfryzacji.
Przechodząc na Androida i Pixela, szukam rozwiązań, których brakowało mi na iOS. Jednym z nich jest transkrypcja notatek głosowych. To właściwie jedyny sposób, żebym cokolwiek napisał na bloga. Kiedy pojawia się pomysł czy koncepcja, muszę to nagrać od razu. Za 15 minut zostanie nadpisana kolejnym „fantastycznym” pomysłem. W głowie gotuje się ich tyle, że bez nagrywania na koniec dnia nie zostaje nic – żaden wpis, żadna konkretna informacja.
Tu pojawia się zgrzyt. Obietnice Gemini dotyczące planu migracji i natywnego wsparcia AI na Pixelu okazały się w polskich warunkach nie do końca prawdziwe. Google w Europie ma ograniczenia. Pierwszą wtopą był dyktafon – brak transkrypcji na język polski, nawet na tej rozszerzonej liście 52 krajów. To arcyzabawne: mamy tam nazwy języków afrykańskich, których pewnie nikt w Europie nie użyje przez najbliższe sto lat, ale polskiego nie ma.
Trzeba się z tym pogodzić, ale znalazłem alternatywę: „Transkrypcja na żywo”. Nie jest to narzędzie dedykowane do notatek, bo nie zapisuje pliku audio, ale zamienia mowę na tekst live. To mi wystarcza. Notatkę można wyeksportować, a historia zachowuje się do trzech dni. Można ją zostawić w tle, a transkrypcja rusza dokładnie tam, gdzie skończyliśmy mówić.
Zostało mi przetestowanie, jak to działa z Android Auto. Często nagrywam w samochodzie i jeśli to zadziała, będzie to funkcjonalność over the top. Wtedy „Transkrypcja na żywo” trafia do mojego stacku na 2026 rok na dłużej, a ja daję sobie spokój z dyktafonem. Pierwszy problem (workaround) byłby załatwiony.
Więc jeśli potrzebujecie przeskoczyć brak transkrypcji w dyktafonie na iOS czy Androidzie – darmowa aplikacja od Google powinna załatwić sprawę.
Komentarze
Prześlij komentarz