Dlaczego przestaję biegać, żeby w końcu zacząć biegać? (cssoo?)



Mam tezę. Zastanawiałem się nad nią długo, analizując dane z ostatnich miesięcy, i wychodzi mi, że jest słuszna. Brutalna, ale słuszna.

Do tej pory mój „trening hybrydowy” (przez ostatnie kilka miesięcy jak nie lat) wyglądał tak: budowanie objętości biegowej do około 40-45 km tygodniowo (3 treningi) przeplatane siłownią (2-3 jednostki). Efekt? Wypalenie. Przemęczenie. Waga ani drgnęła, a kompozycja ciała utknęła w martwym punkcie: 24% tkanki tłuszczowej (fat'u).

Nie dość, że obecny wygląd nie daje mi satysfakcji, to fizycznie czuję się z nim źle. Nawet biegając szybciej, czuję się ciężko i ... jak "nie" sportowiec. Kompozycja ciała i nadmiar tkanki tłuszczowej to nie tylko kwestia estetyki. To balast metaboliczny, który implikuje poważniejsze problemy i zakłóca regenerację.

Fizjologia porażki 

Tkanka tłuszczowa przy tym poziomie to nie pasywny magazyn energii, który fajnie mieć na długodystansowych wyzwaniach w górach. To aktywny organ endokrynny, generujący w moim przypadku ciągły stan zapalny. Obciążenie biegowe w takiej ilości, zamiast spalać tłuszcz, kanibalizowało efekty wypracowane na siłowni. Zła regeneracja sprawiała, że bieganie stawało się zbyt obciążające dla układu nerwowego i stawów. To są przecież inne szlaki energetyczne. Nie twierdzę, że trening hybrydowy jest niemożliwy. Twierdzę, że u mnie będzię możliwy dopiero po zbudowaniu odpowiedniej siły i tkanki mięśniowej, albo wcale bo jestem już po prostu stary i zmęczony 😐

Dowód empiryczny? Miałem permanentne bóle stawów, ciągły stan zapalny (po ostatniej grypie na C, miałem problemy z wstaniem rano z łóżka). Odkąd przestałem biegać (to już drugi miesiąc), nic mnie nie boli. Cisza.

Pułapka dopaminowa

Jest też aspekt głowy. Kolejna teza do zweryfikowania w nadchodzącym roku to, że cykle treningowe budowane wokół „startów” są toksyczne. Zapisujesz się na zawody – strzał dopaminy. Potem zaczyna się orka: przygotowania, stres, że nie idzie, bo życie układa inny scenariusz (praca, rodzina, gorszy dzień). To rodzi frustrację i zabija motywację, gdy wynik na mecie nie spina się z excelem. Trening na progresji, bez daty startu nad głową, nie ma takich ograniczeń. Jest zdrowszy dla psychiki. 13 lat życia od zawodów do zawodów wystarczy.

Optykę zmieniło mi też życie prywatne. W tym roku straciłem teścia. Biegał aktywnie, startował w zawodach, miał 62 lata. Umarł. To mnie mocno nakierowało na prosty fakt: dobra forma sportowa nie oznacza dobrego zdrowia.

Plany sportowe na 2026: Siła i reset. 

Mój układ nerwowy musi odpocząć od biegania. Serce również. Przez 2026 rok kardio ograniczam do pierwszej strefy (spacery, luźna aktywność). Jeśli baza tlenowa spadnie? Trudno. Budowałem ją 13 lat, w rok nie wyparuje.

Obecnie skupiam się na treningu siłowym i redukcji fatu. W tabelach siłowych wychodzi, że jestem nowicjuszem. Ratio siły do wagi jest słabe. Chcę podbić te wyniki do poziomu średniozaawansowanego. Zacząłem Phase One z programu BLS (Bigger Leaner Stronger), bo Freeletics stało się nużące, a ja potrzebuję konkretnego obciążenia startowego. 47 lat to ostatni dzwonek na hipertrofię. Jeśli teraz nie zbuduję mięśni, to już ich nie zbuduję.

Plan jest prosty, choć rozciągnięty w czasie: 
  • Siła i Redukcja: Osiągnąć cele sylwetkowe i wagowe.
  • Ewentualny powrót do hybrydy: Dopiero gdy będę silny i trochę a może nawet bardzo silny i po redukcji, ale bez jakiegoś pośpiechu.  
  • Powrót do "mocnego" biegania: Skupienie na 5 km, poprawa wyniku, dopiero potem 10 km.

Może to zajmie rok, może dwa, może nie wiem ile ale kolejne "podejście" na dotychczasowych zasadach („jakoś to będzie” i "powrót do biegania") jest bez sensu. Ścięgna tego nie wytrzymują, mięśni jest za mało. 

A cel ostateczny?

Czekam 13 lat na „ABS” (widoczny kaloryfer). To niespełnienie blokuje mnie psychicznie co rusz, nie mogę się zdecydować, w którą stronę iść. Koncentracja na sile ma ten temat wreszcie „zaopiekować”. Jak mi starczy życia, to może poprawię półmaraton za 3 lata. A maraton? Może na 50. urodziny. Może nawet marzenie o ultra w górach ma jeszcze sens. Ale najpierw muszę naprawić fundamenty. Tak, że koniec czekania, czas z tym coś zrobić. Dobra sylwetka to nie gadżet z Allegro, nie przyjdzie ile by nie czekać. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Są różne pomysły na wolny dzień

Cele na 2026 rok

Trochę decyzji, trochę porządków