ADHD i kompulsywne objadanie się
Można sobie planować. Można poukładać wszystko, zrobić fantastyczny plan w aplikacjach, policzyć makro – a i tak są inne problemy, które są realną przyczyną porażki. Trzeba to sobie powiedzieć wprost: kompulsywne objadanie się to domena ludzi z ADHD, obok innych uzależnień. Nie jest to przypadkowe. Istnieje masa badań i naukowej podpory wyjaśniającej, dlaczego u osób z ADHD mechanizm reakcji na nieuregulowane emocje i stres przybiera postać przejadania się. Nauka mówi tu o deficytach w układzie nagrody i poszukiwaniu dopaminy, której nam chronicznie brakuje. W moim przypadku to agresywne, wręcz prowadzące do autodestrukcji objadanie się. To kluczowa przyczyna, dla której nie mogę utrzymać prawidłowej kompozycji ciała, nawet jeśli waga jakoś tam się trzyma.
Druga sprawa, nadrzędna i elementarna, która blokuje mnie przed sukcesem, to regeneracja. W momencie, kiedy jestem zmęczony i niedospany, podaż na węglowodany rośnie. Badania jasno wskazują, że deprywacja snu zaburza poziom leptyny i greliny – hormonów sytości i głodu. Ryzyko, że zje się za dużo, nieprawidłowo, poza planem – albo po prostu się nażre jak świnia – jest o wiele większe. Dlatego najpierw trzeba wypracować fundamenty: rytm snu, jego ilość i jakość. Do tego trening na odpowiednim obciążeniu, ale nie takim, który wywołuje wilczy głód. Mówiąc na grubych klockach: siłowy, a nie wytrzymałościowy, powinien sprawdzić się na redukcji lepiej. Do tego inne mechanizmy reagowania na stres, żeby powoli wychodzić z kompulsji.
Słuchałem dziś kilku podcastów i powiem tak: słuchanie z perspektywy prawie pięćdziesięciolatka dwudziestoparoletnich instagramerek mówiących, jak „wesoło” radzić sobie z kompulsją poprzez nieograniczanie się, to jest dramat. Jeśli masz mus, to po prostu jedz – łapałem się za głowę. Rozumiem, że psychodietetyka poszła do przodu, ale bądźmy poważni. Podawanie takich „tipów” publicznie przy dużych zasięgach to nieporozumienie. Albo ja już zupełnie nie nadaję się do tego świata. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że zniknięcie z social mediów było dobrym pomysłem. Czasem zaglądam na YouTube, szukam naturalnych trenerów, ale świat podcastów o zaburzeniach odżywiania jest zdominowany przez młode kobiety i podejście „haha, hihi”. To nie dla mnie. Wrócę do swoich mądrych ksiąg, mam ich kilka, tylko ta prokrastynacja ostatnio mocno się włączyła i odkładam lekturę.
Skąd w ogóle natchnienie na tę notatkę? Wczoraj wyglądało to wzorowo – Fitatu, makro, kalorie. Ale dzień w pracy był trudny, wróciłem zestresowany. Do tego temat do zamknięcia, który męczy mnie od miesięcy – problem z ludźmi, którzy mnie wyjątkowo irytują, a to jeszcze bliższa rodzina. Na to nałożyły się późne telefony od przełożonych w piątek wieczorem: raporty, dane, dostępy. Kortyzol pompowany przez cały dzień musiał znaleźć ujście. A że od trzydziestu lat nie znalazłem lepszego sposobu, zjadłem michę pierogów, pewnie z tysiąc kalorii, i zabiłem cały deficyt. Wyrzut insuliny na noc był tak potężny, że spało mi się fatalnie. Dzisiaj znów jestem niewyspany i kółko się zamyka. Zaklęty krąg.
Cykle dopaminowe, kompulsje, problemy na poziomie emocji i patologiczna autoregulacja nastroju – przez jedzenie, alkohol, nikotynę czy inne używki uśmierzające wewnętrzny ból i napięcie – sprawiają, że cele sylwetkowe czy sportowe są dla osób z ADHD znacznie trudniejsze. Mówię to jako dorosły zdiagnozowany. Byłem też diagnozowany jako dziecko, ale rodzina zagubiła dokumentację, a nie było wtedy e-pacjenta. Wiem, co mówię. I to nie działa tak, że powinniśmy sobie odpuścić i się „nawpierdalać”, bo tak jest niby lepiej.
Komentarze
Prześlij komentarz