Inkubator progesu

To jest do zrobienia. I to wcale nie w jakiejś nieokreślonej przyszłości. Dwa lata to nie jest dużo, a jednocześnie to wystarczający czas, żeby domknąć projekt, który siedzi w głowie. To jest możliwe, wykonalne i, szczerze mówiąc, nie mam obiektywnie nieskończonej liczby przeszkód, żeby się przebić do konkretnych wyników.

Wymaga to silnej woli, masy pracy, wyrzeczeń i — co najtrudniejsze — przełamania schematów. Szczególnie tych związanych ze stresem i zmęczeniem. Czy marnuję czas? Zakładam, że nie. Cały czas trwa pewnego rodzaju formacja, szukanie silnej motywacji i tego mitycznego "dlaczego?". Wszystko wskazuje na to, że dotychczasowe powody były po prostu... za słabe.

Lekcje z wyjazdu

Czego się nauczyłem? Spokój, pogodność, muzyka, skupienie, koncentracja, płynność, uśmiech, radość. To tutaj inkubuje się przestrzeń na prawdziwy progres. Tymczasem rzeczywistość skrzeczy: jem za dużo, stymuluję się za dużo. Choć wiem, że w większości to ADHD i mechanizmy poza moją bezpośrednią kontrolą, nie chcę się tego trzymać jako wiecznej wymówki. Piję za mało wody. Jem za dużo cukru. Piję za dużo kawy. Za dużo chcę na raz... o wiele za dużo.

Mój mityczny cel sylwetkowy trzymam na najwyższej półce i ciągle jestem albo za niski, albo zbyt zmęczony tym chaosem, żeby po niego sięgnąć. Muszę zwolnić, żeby zacząć wypracowywać efekt. Więcej mindfulness, więcej bycia tu i teraz. Muszę przestać niszczyć malutkie, codzienne sukcesy jakimiś wyskokami na nerwie, pobudzeniu czy dopamine rush. Mniej kortyzolowych wpadek i będzie dobrze.

W pracę muszę się zaangażować profesjonalnie, ale nie emocjonalnie. Podobnie w sprawy rodzinne. Quiet quitting w pewnych obszarach — rób swoje, ale nie ogłaszaj odlotu.

Hormony, hejt i rzemiosło

Dieta jest ułożona i policzona. Ćwiczenia ustalone. Progressive overload chyba zakumałem, więc możemy działać. Tylko czego właściwie mogę oczekiwać? Jakie są realia? Każdy "zrobiony" pięćdziesięciolatek w sieci jest hejtowany, że Ozempic plus TRT, że nie ma co pierdolić o planach i dietach. Długo myślałem, że to tylko zazdrość, ale trafiłem na teksty, które jawnie mówią o hormonalnej terapii zastępczej jako o czymś normalnym. Nie ma co ukrywać — to jest solidny i bardzo szybki skrót.

Z codziennych obserwacji: nie żałowałem sobie węglowodanów. Nie wiem, czy to bezpośredni powód, czy kwestia tych kilku sesji cardio, ale znów bolą mnie stawy, głównie kolana. Pogorszyła się moja ruchomość, mimo że nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle leżałem. Czas wrócić do rzemiosła, bez emocjonalnego rozdygotania.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dlaczego przestaję biegać, żeby w końcu zacząć biegać? (cssoo?)

ADHD i kompulsywne objadanie się

Co z tą transkrypcją na polski?