Została "tylko" dieta
Główny temat, który muszę teraz przemielić, to dieta. Jeżeli dalej będzie to tak wyglądać, to nic z tego nie będzie. Waga stoi, tkanka tłuszczowa na brzuchu ani drgnie. Wygląda to po prostu kiepsko. Wszystko. Będę dążył do maksymalnego uproszczenia posiłków. Chcę ułożyć plan na kilka tygodni, w którym będę powtarzał dokładnie to samo. Zmierzę to, przygotuję w ten sam sposób i koniec. To powinno zmniejszyć friction przy wprowadzaniu danych do systemów – będę widział makro i to, jak na nie reaguję.
Ciężko mi się za to zabrać. Nigdy nie udało mi się przygotować porządnego, tygodniowego planu. Zawsze coś: brak odpowiedniej aplikacji, zły kalendarz, cokolwiek. Przyjmę taktykę małych kroków: dzień po dniu modyfikowanie elementów, aż powstanie solidna baza. Czas mija, a ja znowu skupiłem się na nowych zabawkach – mózg ma zajęcie, ale do celu mnie to nie przybliżyło.
Nadrzędna teza: totalne uproszczenie systemu. Kilka zagadnień, zero rozpraszaczy. Trzeba mniej jeść, więcej ćwiczyć, więcej spać. Tyle. Nie ma sensu robić z tego trzystustronicowej książki. Są różne teorie o liczeniu kalorii, ale u mnie bez kontroli nie ma szans na sukces. Przerabiałem spektakularne spadki wagi, ale one nigdy nie wiązały się z dobrą sylwetką.
Teraz spróbuję to zdefiniować: powtarzalny program, te same dania. Dieta „różnorodna” i „oparta na tym, co lubimy” jest super, pod warunkiem, że nie masz konkretnego celu. Ja mam 25% fatu, a chcę mieć 10%. To jest 15 procent tkanki tłuszczowej do wywalenia. Tego nie da się zrobić jedzeniem ulubionych rzeczy przy minimalnym deficycie.
Plan na przyszły tydzień: prześwietlenie każdego posiłku i redukcja kalorii. Wybór tego, co zostanie ze mną na stałe. Game changerem musi być posiłek popołudniowy. Wrzucę tam jakiś rosoło-ramen: kurczak, warzywa, makaron pełnoziarnisty, jajko. Chcę się „dopchać” przed czysto białkową kolacją. Muszę też uciąć ten rozpasany posiłek wokół odżywki białkowej – nagle zrobiło się z tego za dużo kalorii, a na noc wystarczy samo białko.
Na śniadanie prosi się jajecznica, ale zauważyłem, że ona mnie ekstremalnie nie wypełnia. Z trzech, czterech jajek na szpinaku w pudełku robi się objętościowo nic. Później szukam jedzenia. Spróbuję pójść w omlety z dodatkami i warzywami – wizualnie jest tego więcej, co daje mi większe nasycenie. I muszę się w końcu pozbyć z pracy tych batonów białkowych, którymi dopycham się po lunchu. To jest słabe.
Taki jest plan: skupienie na diecie. Zresztą takie było założenie tego bloga – upraszczanie życia dookoła, żeby dowieźć ten jeden cel. Pisałem ostatnio o celach i muszę tam dodać jedną uwagę: bez redukcji tłuszczu w moim wieku w sporcie już nic więcej nie ugram. Tyle rzeczy już przepchnąłem, tyle ograniczyłem, żeby żyć zdrowo. To jest ostatni element, który mi pozostał.Główny temat, który muszę teraz przemielić, to dieta. Jeżeli dalej będzie to tak wyglądać, to nic z tego nie będzie. Waga stoi, tkanka tłuszczowa na brzuchu ani drgnie. Wygląda to po prostu kiepsko. Wszystko. Będę dążył do maksymalnego uproszczenia posiłków. Chcę ułożyć plan na kilka tygodni, w którym będę powtarzał dokładnie to samo. Zmierzę to, przygotuję w ten sam sposób i koniec. To powinno zmniejszyć friction przy wprowadzaniu danych do systemów – będę widział makro i to, jak na nie reaguję.
Ciężko mi się za to zabrać. Nigdy nie udało mi się przygotować porządnego, tygodniowego planu. Zawsze coś: brak odpowiedniej aplikacji, zły kalendarz, cokolwiek. Przyjmę taktykę małych kroków: dzień po dniu modyfikowanie elementów, aż powstanie solidna baza. Czas mija, a ja znowu skupiłem się na nowych zabawkach – mózg ma zajęcie, ale do celu mnie to nie przybliżyło.
Nadrzędna teza: totalne uproszczenie systemu. Kilka zagadnień, zero rozpraszaczy. Trzeba mniej jeść, więcej ćwiczyć, więcej spać. Tyle. Nie ma sensu robić z tego trzystustronicowej książki. Są różne teorie o liczeniu kalorii, ale u mnie bez kontroli nie ma szans na sukces. Przerabiałem spektakularne spadki wagi, ale one nigdy nie wiązały się z dobrą sylwetką.
Teraz spróbuję to zdefiniować: powtarzalny program, te same dania. Dieta „różnorodna” i „oparta na tym, co lubimy” jest super, pod warunkiem, że nie masz konkretnego celu. Ja mam 25% fatu, a chcę mieć 10%. To jest 15 procent tkanki tłuszczowej do wywalenia. Tego nie da się zrobić jedzeniem ulubionych rzeczy przy minimalnym deficycie.
Plan na przyszły tydzień: prześwietlenie każdego posiłku i redukcja kalorii. Wybór tego, co zostanie ze mną na stałe. Game changerem musi być posiłek popołudniowy. Wrzucę tam jakiś rosoło-ramen: kurczak, warzywa, makaron pełnoziarnisty, jajko. Chcę się „dopchać” przed czysto białkową kolacją. Muszę też uciąć ten rozpasany posiłek wokół odżywki białkowej – nagle zrobiło się z tego za dużo kalorii, a na noc wystarczy samo białko.
Na śniadanie prosi się jajecznica, ale zauważyłem, że ona mnie ekstremalnie nie wypełnia. Z trzech, czterech jajek na szpinaku w pudełku robi się objętościowo nic. Później szukam jedzenia. Spróbuję pójść w omlety z dodatkami i warzywami – wizualnie jest tego więcej, co daje mi większe nasycenie. I muszę się w końcu pozbyć z pracy tych batonów białkowych, którymi dopycham się po lunchu. To jest słabe.
Taki jest plan: skupienie na diecie. Zresztą takie było założenie tego bloga – upraszczanie życia dookoła, żeby dowieźć ten jeden cel. Pisałem ostatnio o celach i muszę tam dodać jedną uwagę: bez redukcji tłuszczu w moim wieku w sporcie już nic więcej nie ugram. Tyle rzeczy już przepchnąłem, tyle ograniczyłem, żeby żyć zdrowo. To jest ostatni element, który mi pozostał.
Komentarze
Prześlij komentarz