Zasada jednego procenta i nieliniowe flow
Drugi dzień i można sobie już trochę o sobie powiedzieć; nie trzeba cały dzień coś pić lub jeść. Mamy tutaj generalnie trzy posiłki ustalone o konkretnej porze i ogólnie to tyle. Jasne, można podejść do jakiegoś sklepu i dorzucić jakieś śmieci, ale można też spróbować pójść w to i zobaczyć, czy dzień jest do wystartowania bez dwóch kaw jeszcze przed 6:00 – nawet tych bezkofeinowych... No, chyba jest.
Ogólnie zegarek mi się tu trochę przestawi. Do późnego wieczora są aktywności fizyczne, więc trudno się kłaść przed 22:00, jak to mam w zwyczaju. W dziennym układzie jem tych posiłków pięć, więc takie ćwiczenie zrobi mi chyba tylko dobrze. Można by się zastanowić, po co piszę o takich rzeczach, przecież to wszystko proste jest, a jak zapytasz Gemini lub Chata, to napisze ci w sekundę optymalny plan dnia wg wszystkich ostatnich najmądrzejszych książek w zakresie rozwoju osobistego i proszę bardzo – żyj sobie dalej i nie zanudzaj innych. Kropka.
To, na co chciałem zwrócić uwagę, to potężne wyjście ze strefy komfortu, które jest potrzebne, żeby taki plan zrealizować. I nie ma opcji – o ile nie jesteś żołnierzem, który sika wg harmonogramu, to będzie problem, nawet z najdrobniejszymi zmianami. Świetne ćwiczenie w kontrolowanych warunkach, w przyjaznej atmosferze. Bo takie ćwiczenie, gdzie może ci się załamać cały świat, wszystkie schematy i przyzwyczajenia, jest oczywiście realne – bardziej teraz niż kiedykolwiek wcześniej. Wojny i kataklizmy to nie są tylko nagłówki, szczególnie jeśli mieszka się w takim rejonie jak Polska. I choć skaczę z tematu na temat, to żeby była jasność: do tych wątków jeszcze wrócę.
Przełamanie rutyny to praktyka zalecana przez stoików, przez w zasadzie każdego mniejszego lub większego speca od mindfulness i minimalizmu. Wejście w tryb poznawczy, w tryb działania, a nie tylko odtwarzania schematu, pobudza cały układ nerwowy. Neurobiologia nazywa to stymulowaniem plastyczności synaptycznej – kiedy zmuszamy mózg do porzucenia "autostrad poznawczych" na rzecz nowych, nieprzetartych szlaków, obszary odpowiedzialne za kreatywność i funkcje wykonawcze nagle muszą wejść na wyższe obroty.
Zresztą, jak to Jacek kiedyś powiedział: podróże kształcą, ale tylko wykształconych ludzi. Niektórzy z takich podróży przywożą selfiaczki, ja przywożę nowe. Nowe ruchy, pomysły, podpatrzone zmiany we wspomnianych rutynach, wzbogacone o różne drobiazgi – od flow jogi z odległych Malediwów, po nowe warianty rozgrzewki i nowe flow w ćwiczeniach na brzuch z brazylijskiej capoeira. Podpatrzone postawy, które mi imponują, zastosowane w praktyce. Spokój i pogoda ducha, która cechuje ludzi południa, w konfrontacji z dwucyfrowym mrozem wiochy na Śląsku nie dewaluują się, a rosną jeszcze bardziej.
Kiedyś na jakimś szkoleniu, które prowadziłem, na mojej sali znaleźli się ludzie, którzy co do zasady i rangi posiadali wiedzę i doświadczenie zdecydowanie większe niż ja. Byłem pełen obaw i czułem presję, ale zrobiłem to, co robię najlepiej: poleciałem z materiałem tak, jak to widzę, z mojej perspektywy, nie wg podręcznika. Po latach stać mnie na parafrazę metodyk z dodatkiem swoich przemyśleń i to jest ta wartość dodana, która spowodowała, że dostałem podziękowania i uścisk dłoni każdego z uczestników.
Krótka rozmowa z ich liderem przebiegała w dość zaskakujący dla mnie sposób, ale zapamiętałem to jako pewną zasadę, którą chciałem się z wami podzielić. Zapytałem, co tak doświadczony w branży człowiek może wynieść z takiego szkolenia. Powiedział, że każde szkolenie w każdym temacie jest dla niego wartościowe i jest za nie wdzięczny, gdy dowie się czegokolwiek nowego lub pozna jakiś nowy punkt widzenia. A że był już na setkach szkoleń i widział setki godzin materiałów, to wystarcza mu 1%. Tak, przychodzi nadal na szkolenia innych, czyta i rozmawia dla tego jednego procenta i za niego jest wdzięczny. Reasumując: jeżeli z jednego dnia szkoleniowego, powiedzmy 8h, usłyszy tylko jedną nową koncepcję, myśl lub wiadomość – jest zadowolony i szanuje każdego, kto wnosi ten jeden procent do jego życia.
Gdy ma się już prawie 50 lat życia za sobą, intensywnego i urozmaiconego, naprawdę trudno o coś nowego. Więc to nie tak, że przyszedłem pierwszy raz na trening i nic nie kumam, wszystko jest nowe i jestem poskładany. Większość rzeczy robiłem, mam siłę i sprawność, pojęcie o mechanice ruchu i swoich ograniczeniach. Widzę jednak nowe flow, które daje napięcie w innym rejonie ciała, obciąża inne mięśnie. Jest nieliniowym ruchem, który przełamuje moją potężną potrzebę bycia w sekwencji i powtarzalności. Capoeira jest rytmiczna, wolna i niepoukładana (na pozór) – to idealny trening dla neuroatypowego umysłu, który na co dzień próbuje wszystko skatalogować i uporządkować.
Ludzie są otwarci i wyrozumiali. Jestem szczęśliwy, że mój syn, który ma duże potrzeby, tak dobrze się wśród nich odnalazł. Wsparcie od wrażliwych, ogarniętych dorosłych poza najbliższą rodziną to bardzo ważne tematy.
Komentarze
Prześlij komentarz