Trochę decyzji, trochę porządków

Wracam do totalnego uproszczenia. Przeszedłem na platformę blogger.com – rocznik 1999, rok produkcji. Prościej się już chyba nie da. Po drodze zaliczyłem poważny mariaż z Astro, GitHubem, Cloud Pages, bawiłem się w antigravity i wieczne dostosowywanie szablonów pod swoje potrzeby. Problem w tym, że bardziej skupiałem się na budowie technicznej, niż na samej treści. Nie jestem deweloperem, nie muszę tu nikomu sprzedawać swojego skilla. Chciałem po prostu pisać o swoim życiu i pomysłach na nie, a nie o kolejnych „giga wyzwaniach” technologicznych. Poniżej notatki, które leżały w szufladzie od października 2025, a które wciąż definiują to, co tu się będzie działo.

Po pierwsze i chyba najważniejsze: będę tu pisał w ojczystym, polskim języku. Pomysł z blogiem po angielsku miał wspierać moją naukę, dorzucić warstwę anonimowości i odciąć się od lokalnego piekiełka – klient anglojęzyczny jest zazwyczaj mniej awanturujący się, a u nas bywa różnie, zwłaszcza że planuję niebawem uruchomić komentarze.

Decyduję się na polski głównie przez wpisy dziennikowe. One mają ujawniać całą problematykę „myślenia” ADHD, tego, jak się funkcjonuje z tą chorobą. „Wysoko funkcjonujący” – to określenie kojarzy mi się z powieściami Phillipa K. Dicka i może właśnie dlatego tak je lubię. Staram się zostawiać ciąg myśli, dygresje i cały ten myślotok w niezmienionej formie, aby oddać złożoność i uciążliwość prób autokontroli czy samoregulacji. Po tłumaczeniu, nawet precyzyjnym i wspartym przez AI, mam wrażenie, że to wszystko ucieka. Chciałem być autentyczny. Dostrzegłem, że brak tej szczerości był źródłem porażek w moich poprzednich projektach. Porażka dla mnie to nie brak zasięgów, ale fakt, że znudzę się pisaniem za miesiąc lub dwa.

Po drugie: prostota platformy. Po dziesięcioleciach w IT, na widok WordPressa robi mi się słabo. To zaprzeczenie idei, w jakiej powstawał. Megabajty trudnego do opanowania oprogramowania, gdzie podstawowe funkcje realizuje się przez dziesiątki wtyczek nieznanego pochodzenia – to mnie odrzuciło. Wcześniej ujął mnie Hugo swoją lekkością, przypominał o tym, jak to wszystko się zaczęło, ale ostatecznie ląduję na Bloggerze (po drodze było jeszcze astro i krótka acz burzliwa fascynaacja static content engines).

Zostaję przy jak najprostszym layoucie. Żadnych graficznych wodotrysków, szablonów, karuzelek czy pluginów. Kilka kategorii, parę tagów, żeby zaspokoić potrzebę porządkowania, i tyle.

Po czwarte: nigdy więcej SEO. Zresztą po tym, jak kontrolę nad indeksem Google przejęła AI, nie ma się już nawet o co bić. Nie zamierzam tworzyć treści pod algorytmy, to jest… pojebane. Tylko to, co napiszę, w takiej postaci i formie, w jakiej to czuję. Bez zatapiania słów kluczowych i szukania ruchu pod modne frazy. Zupełnie mnie to nie interesuje. Nawet nie zamierzam sprawdzać, czy ktoś to czyta.

Nie przewiduje newslettera ani żadnych innych agresywnych kampanii pozyskiwania czytelników (promocji czy aktywności w social mediach - raczej zupełnie odwrotnie). Natomiast jeśli już tu jesteś i Cię jakoś interesuje co piszę to skorzystaj z subskrypcji kanału RSS, uważam, że to jeden z najzdrowszych sposobów na ogarnianie swojego strumienia treści i będę go promował jako jedyny słuszny. 

Nie generuję i nie publikuję treści z użyciem AI. Jeśli napiszę coś mądrego, to dlatego, że to przeżyłem, przeczytałem lub się nauczyłem. Inaczej to miejsce nie miałoby sensu. Oczywiście, używam AI jako redaktora – do poprawy literówek, interpunkcji czy składni, żeby tekst był czytelny. W profesjonalnych redakcjach robią to ludzie, u mnie robi to maszyna. Nie idę w stronę komercjalizacji czy jak tam teraz młodzi mówią, monetyzacji bloga więc nie mam z czego opłacać usług redaktorskich, zlecam to Gemini. 

Nie zamierzam w żaden sposób promować tego miejsca ani konfrontować go z nikim. Ma dla mnie znaczenie terapeutyczne i regulacyjne. To pamiętnik progresu lub regresu. Życie szybko mija, a życie z ADHD jeszcze szybciej. Taki zapis pomaga. Naprawdę, spróbuj.

Jak chcesz się skontaktować ze mną bezpośrednio to napisz tutaj: nthrm[at]tutamail[dot]com.

I na koniec – przypomniałem sobie. Od kilku lat publikowałem przemyślenia w różnych miejscach, pod różnymi alter ego. Będę je tutaj wrzucał „wstecz” po krótkiej edycji. Oznaczę to tagiem #alterego dla rozróżnienia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Są różne pomysły na wolny dzień

Cele na 2026 rok