Pixel Buds Pro, nie takie Pro... no ale 2.
Kolejny call, na którym słyszę kogoś przez ścianę, a w dodatku jak robota z pierwszej części Terminatora, trochę mnie zirytował. Jakby od początku wiedziałem, że ta migracja to downgrade. Przy całym kapitalistycznym waleniu w rogi klienta przez Apple, no nie ma siły, żeby sprzęt 80% tańszy proponował taką samą jakość. Muszą być minusy ujemne i plusy dodatnie. Ale bez jaj, dźwięk w sztandarowej apce, jaką jest Google Meet – w zasadzie natywnej na Chromebook Plus – to nie może być issue.
Trochę się dzisiaj złapałem na tym, że wpadam w rabbit hole. Jeszcze nic ze starego ekosystemu nie sprzedałem (może to i dobrze), ale sporo już kupiłem z nowego. Dam szansę tym Pixel Buds Pro 2. Zakładam, że te zgrzyty z AirPodsami to przypadek na poziomie programistów i coś dedykowanego zasypie ten gap z przełączaniem, złym dźwiękiem itp.
Pierwsze wrażenia? No cóż, słabe. Zautomatyzowany proces parowania (otwarcie klapki) na Chromebooku nie działa. To znaczy pojawia się samouczek, ale nie widzi sprzętu. Musisz wcisnąć przycisk na obudowie. Więc od razu mówię: jak ktoś chce to porównywać, to nie z AirPods Pro 2, ale z pierwszą generacją od Apple – tamte miały jeszcze przyciski parowania. Dalej: pierwszy odsłuch randomowej płyty na Spotify – dramat. Te słuchawki nie mają basu w zasadzie (przynajmniej defaultowo). Do spania też się średnio nadają, bo mają sterowanie dotykowe na obudowie, a w dodatku, jak zapomnisz o ANC, to generują sprzężenia. Asus postanowił je wczoraj ignorować zupełnie, więc... no kiepski start. Nie wiem, jak z tej pozycji się odratują. Nie wiem.
Proces dobierania „gumek” to jakiś żart. Generowanie jakiegoś tam dźwięku i feedback, żeby nie wyrzucać pozostałych nakładek, tylko sobie pozmieniać... Aha. No to dobrze jest to dobrane czy źle? Mam zmieniać czy nie? To działa czy nie? Tego się nie dowiesz z tego flow. Decision fatigue wjeżdża tu na pełnej, bo zamiast po prostu używać sprzętu, muszę rozstrzygać dylematy, których sam system nie potrafi uciąć. Kolejne mikro-decyzje w świecie, który i tak już przebodźcowuje.
Oj, kolejny minus, choć dalej mam nadzieję, że moje życie będzie prostsze. Jak wcisnę obie słuchawki naraz, to mam Gemini Live na swoich usługach od razu. Tyle że w Polsce ten Live jeszcze niewiele potrafi. Naprawdę niewiele. Wczoraj nie był w stanie zadzwonić do mojej żony, podczas gdy stare „OK Google” robiło to bez zbędnych ceregieli. Oby ten wyścig z Gemini na czele nie połamał Google nóg, bo wodowanie wszystkiego „na już” to taki średni pomysł.
Mały update
Chromebook postanowił współpracować. Jest też dedykowana aplikacja Buds, dzięki której można zrobić aktualizację i ustawić podstawowe parametry. Pojawił się też natywny equalizer z presetami, między innymi podbijający basy. Wczoraj próbowałem ratować temat equalizerem ze Spotify i skończyło się to ograniczeniem głośności i przytłumieniem dźwięku. Brzmiało to jak słuchanie muzyki z pokoju obok... Ehh.
Komentarze
Prześlij komentarz