Dwie Słowie
Robię plan i schemat działania na cały rok. Nie zamierzam co chwilę czegoś zmieniać, bo nie ma efektu po tygodniu czy dwóch. Różne mam przemyślenia i tezy, ale jedna jest przywoływana dość często: nie udało mi się do tej pory wytrwać w żadnym programie na tyle długo, aby zobaczyć efekty. Stąd brak rezultatu. I nieważne, czy to przerwana „dieta”, czy cykl przygotowań wytrzymałościowych; nieważne, czy to przerwa w wyniku przetrenowania i kontuzji, czy załamania woli, albo – no cóż – stanu nerwowego. Bo chyba trzeba mój stan z zeszłego roku nazwać po imieniu.
Terapia, leki, praca nad wyjściem z lęku i depresji trwa, ale jestem już na tyle do przodu, aby układać i stabilizować sobie pewne rzeczy. Lekarze pomogli mi na tyle wyciszyć ADHD, abym dał sobie przestrzeń na bardziej holistyczne podejście do swojego zdrowia, formy fizycznej, ale też sylwetki, o której tak dużo tutaj mówię i która stała się celem na 2026 rok.
Może ktoś inny nie potrzebuje tak złożonych, przemyślanych i policzonych strategii. Nie potrzebuje tak dopracowanych taktyk, aby osiągnąć tak trywialny cel, jak zrzucić tłuszcz i dołożyć masy mięśniowej. Pewnie nie. Ale ja mam prawie 50 lat, mam ADHD, mam bardzo złożoną sytuację życiową, skomplikowaną i obciążającą pracę zawodową. I w tym wszystkim chcę też zrobić coś dla siebie. Tylko dla siebie. Dla swojego dobrego samopoczucia i dla swojej pewności siebie – nie kosztem zdrowia, ale dla zdrowia.
Dlatego uważam, że nie powinienem mieć 25% tkanki tłuszczowej, tylko 15%, a później się zobaczy. Ta ćwierć mnie ma ogromny potencjał hormonalny, magazynuje wiele niechcianych, złych wyborów, z którymi chcę się rozstać. Idzie to kurwa tak wolno i tak opornie, że cała moja siła mentalna idzie w to bagno i kończą mi się pomysły.
Dlatego odciąłem się od social media bełkotu i „perfekcyjnych” wzorców. Chcę być i jestem naturalny. Mam świadomość, że na taką zmianę potrzebny jest czas. Myślałem po „oświeceniu”, że rok, ale niewykluczone, że dwa, bo ta adaptacja, redukcja i bezwład są w takim wieku zupełnie inne. Każda kaloria i godzina snu na minusie ma znaczenie – rzecz jasna negatywne. Trenerzy, kursy, wytyczne, 13 lat tkwienia we wzorcach bez określonego kierunku... wszystko to było i biorę to na klatę, ale nie może się to dalej za mną ciągnąć.
Wychodzi na to, że na chwilę obecną ufam w przekaz czterech, może pięciu osób, z czego dwóch na pewno bardzo mocno kontrowersyjnych i – można by rzec – nawet aroganckich i nieprzyjemnych. Ale ja szukam autorytetów i skutecznych metod, a nie kolejnego insta stories z bredniami dla każdego i nikogo. To, co tutaj buduję na najbliższy rok, ma oparcie w dwóch zasadniczych teoriach, jeśli chodzi o odżywianie i bodybuilding. Mam też wrażenie, że w Polsce bez zbędnego cyrku mówi o tym do rzeczy może jedna albo dwie osoby na YT. Na polskie treści i ich opracowania szkoda mi czasu. Choć może się to wydawać krzywdzące dla weteranów tematu, to ja nie mam dwudziestu kilku lat i kolejnych dziesięciu na testowanie insta-teorii na sobie albo podcastów influencerek o hihihihi kompulsywnym jedzeniu, które najlepiej załatwić... kompulsywnym jedzeniem. A co tam! Dobra, bo mi się na hejt zebrało, a miało być konstruktywnie.
Jeszcze daję sobie chwilę na dopracowanie wszystkiego. I choć jestem w treningu już ponad pięć tygodni i odczuwam efekty (jest progres siły, ciężar z tygodnia na tydzień idzie w górę), to na sylwetce nie ma zmian... żadnych. Klątwa!
Nie, pewnie nie. Jem dalej za dużo. Jeszcze to nie to makro, które by mnie mogło „uruchomić”. To jeszcze nie ten schemat i nie te rezultaty, ale myślę, że jestem na bardzo dobrej drodze.
2026 wjechał na pełnej kurwie. Wszyscy chodzą wkoło na emocjach wielkiej zmiany, że tym razem ogarną i będzie zajebiście. Zaczynają projekty, dzwonią, umawiają spotkania – szaleństwo. Angażują przy okazji ludzi, którzy mają potencjał do działania i tworzenia, a nie tylko planowania (tak, mówię o sobie). Myślę, że to się wypali do połowy lutego i będę miał więcej czasu dla siebie, a mniej będę poświęcał na głupotę innych. Zajmą się sobą i swoim wstydem.
To zupełnie nie blokuje zmian na detalach. A to delikatne poprawienie jednego posiłku czy dwóch, a to trochę więcej wody, a to trochę mniej kawy, a to rezygnacja z kolejnego UPF. Ten procent składany w końcu urośnie i poleci. Będzie dobrze.
Trochę już sam nie wiem, co chciałem napisać, ale coś chciałem. Bo lubię to miejsce i nie chcę, aby zdechło jak te napędzane Nowym Rokiem postanowienia.
Komentarze
Prześlij komentarz