Oś Hpa, kortyzol i inne takie
Oś HPA (podwzgórze–przysadka–nadnercza). W teorii: precyzyjny mechanizm homeostazy. W praktyce: pętla, która u mnie się nie domyka. Kiedy piszę o zalewaniu kortyzolem, nie używam figury retorycznej. To czysta biologia stresu, która u osób neuroatypowych często działa wadliwie przez dysfunkcję sprzężenia zwrotnego.
Normalnie proces jest liniowy. Podwzgórze uwalnia CRH, przysadka odpowiada ACTH, a nadnercza wyrzucają kortyzol. Ten ostatni powinien zadziałać hamująco na wyższe piętra osi – system dostaje info, że zasoby są zmobilizowane, więc produkcja staje. U mnie ten hamulec nie łapie. Receptory glikokortykoidowe w hipokampie, które mają wygaszać reakcję stresową, przy chronicznym lęku i ADHD działają ze zmniejszoną czułością. Efekt to permanentny stan wysokiego czuwania.
To jest drenaż metaboliczny. Chronicznie podniesiony poziom kortyzolu to nie tylko kwestia „stresu”. To realne uderzenie w glikogenezę, rozpad białek mięśniowych i gospodarkę dopaminową, która i tak jest już rozregulowana. To dlatego po roku w takim trybie czuję, że eksploatuję resztki sił. To nie jest zmęczenie, które przechodzi po przespanej nocy. To jest systemowa niewydolność mechanizmu adaptacyjnego. Urządziłem się w tej „dupie” biologicznie – mój system nerwowy uznał stan zagrożenia za nową normę i teraz odmawia wyjścia z trybu walki.
Komentarze
Prześlij komentarz