Powroty do korzeni
Budowanie tego bloga to dla mnie coś więcej niż tylko pisanie. To okazja do odświeżenia mojego połączenia ze światem dev – światem, w którym jakieś 25 lat temu zaczynałem moją zawodową podróż w IT. Wtedy wszyscy dbali o optymalizację zasobów. Każdy kilobajt przepchnięty przez miedź miał znaczenie. Kosztował tyle, ile ważył. Dosłownie.
Przez te lata przewinąłem się przez miriady projektów. Od hobbystycznego dłubania, przez pracę dla klientów (mój dawny side-hustle), aż po potężne korporacyjne serwisy. Większość z nich stała na ciężkich silnikach typu WordPress, naładowanych „milionem” zewnętrznych wtyczek. I wiecie co? To nie szło w stronę, w którą chciałem. Stało się zbyt ciężkie, zbyt skomplikowane w utrzymaniu i w mojej ocenie – nie przetrwało próby czasu.
Budowanie prostych stron na WordPressie powinno być nielegalne.
Cyfrowy detoks i ucieczka z mainstreamu
Początek 2025 roku wyznaczył początek końca mojej obecności w mediach społecznościowych. Wyciągnąłem wtyczkę z mainstreamu, ale też z platform takich jak Substack (który zaczął wyglądać zbyt podobnie do ściany na Facebooku) czy Medium. To ostatnie, w swojej arogancji i pompowaniu ego „wielkich redaktorów”, stało się ściekiem populistycznego contentu o charakterze post-literackim.
Może kilka moich projektów na tym ucierpiało. Może ja też ucierpiałem, nie mając miejsca na realizację swoich fantazji. Ale teraz czuję, że ta przerwa dobrze mi zrobiła. Potrzebowałem resetu systemu.
Szukałem swojego miejsca w IndieWeb. Idea jest prosta i piękna:
„Jesteśmy społecznością niezależnych i osobistych stron internetowych opartych na zasadach: posiadania własnej domeny i używania jej jako głównej tożsamości online, publikowania najpierw na własnej stronie”. – indieweb.org
Przez chwilę flirtowałem z micro.blog. Podobała mi się ta minimalistyczna przestrzeń na własnej domenie. Ale nawet tam dogoniło mnie to, przed czym uciekałem: presja. Walka o subskrybentów, pilnowanie kalendarza wydawniczego, systematyczne „wymiotowanie” treścią. To gryzie się z moim zestawem wartości: jak nie masz nic do powiedzenia, to nie mów. Mielenie słów kluczowych pod SEO i gonienie za „trendującymi” tematami ostatecznie zniechęciło mnie nawet do tej formy.
Ale jedna rzecz została. Jeden element backendu micro.blog, który mnie zaintrygował: HUGO.
BOOM! Odkrycie Generatorów Stron Statycznych
I tak po prostu odkryłem świat Static Site Generators (SSG), świat do tej pory mi nieznany. Może to brzmieć dziwnie z ust gościa, który siedzi w IT prawie 30 lat. Ale ostatnie 15 lat poświęciłem zarządzaniu. Od dekady nie mam problemu z przyznaniem, że czegoś nie wiem – od tego mam swoich team leadów i inżynierów. Tutaj rzeźbię sobie tylko hobbystycznie.
W każdym razie – szok. Plan powołania do życia multiwersum moich zainteresowań (MANTHS) dostał drugą szansę.
Zrobiłem pierwszy deploy. Przy okazji odświeżyłem sobie pamięć o tym, jak bardzo zmienił się świat kontroli wersji. Kiedyś SVN, teraz GitHub czy GitLab. Te platformy stały się LinkedInem dla programistów! To tam dzieje się życie, tam żyją projekty. Niektórzy leczą nostalgię playlistami z lat 90. na Spotify; ja robię to przeglądając nowe technologie, które zatoczyły koło. Zamiast przepychać gigabajty danych przez bezużyteczne pluginy, wróciliśmy do mikrorozmiarów, które działają fenomenalnie szybko.
Mój obecny stack: Astro + AI
Systemy, w których kiedyś monitorowałem debugi (jak Trac), są już dawno pod kontrolą agentów AI, a metodologie w Jira w zasadzie pilnują się same. Ale zejdźmy na ziemię, do mojego bloga lifestyle’owego.
Zrobiłem research. Szukałem czegoś, co zapewnia optymalne UI/UX bez zbędnych fajerwerków. Odkryłem świat minimalistycznych blogów deweloperskich – dla mnie stanowią one benchmark estetyczny i funkcjonalny. Chłonąc ten świat, zdałem sobie też sprawę, jak zmienił się hosting (Cloud Pages) i koncepcja publikowania (bezpośrednio z GitHuba).
Moja przygoda w poszukiwaniu „ostatecznego stacku” przeciągnęła mnie przez Node.js, aż trafiłem na Astro.
Astro jest potężne w swojej prostocie. Będąc od lat na marginesie programowania, przeżyłem kolejny wstrząs konfigurując kombo: Visual Studio Code + AI (Codex). Dobry Boże! To jest zupełnie inny świat. Projekty i zmiany, które kiedyś zajmowały miesiące, teraz dzieją się na moich oczach. Znając tylko architekturę i ogólne zasady, mogę stworzyć cokolwiek chcę, po prostu odpowiednio „promptując”.
Wczoraj polecono mi Antigravity i maszyna ruszyła. Sam tworzę swoją wymarzoną stronę, sam wrzucam na produkcję, sam zarządzam zmianami, naprawiam kod, a na pokładzie mam nawet copywritera i redaktora (AI).
To piękny czas. Pamiętam modemy 56k i dyskietki, a teraz... teraz mam nadzieję, że w przeciwieństwie do reszty mężczyzn w mojej rodzinie, dożyję emerytury w dobrym zdrowiu, by dalej eksplorować ten wspaniały świat. Postęp, jakiego dokonaliśmy w jednym pokoleniu, jest niepowtarzalny.
Komentarze
Prześlij komentarz