Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2026

Inkubator progesu

To jest do zrobienia. I to wcale nie w jakiejś nieokreślonej przyszłości. Dwa lata to nie jest dużo, a jednocześnie to wystarczający czas, żeby domknąć projekt, który siedzi w głowie. To jest możliwe, wykonalne i, szczerze mówiąc, nie mam obiektywnie nieskończonej liczby przeszkód, żeby się przebić do konkretnych wyników. Wymaga to silnej woli, masy pracy, wyrzeczeń i — co najtrudniejsze — przełamania schematów . Szczególnie tych związanych ze stresem i zmęczeniem. Czy marnuję czas? Zakładam, że nie. Cały czas trwa pewnego rodzaju formacja, szukanie silnej motywacji i tego mitycznego "dlaczego?". Wszystko wskazuje na to, że dotychczasowe powody były po prostu... za słabe. Lekcje z wyjazdu Czego się nauczyłem? Spokój, pogodność, muzyka, skupienie, koncentracja, płynność, uśmiech, radość. To tutaj inkubuje się przestrzeń na prawdziwy progres. Tymczasem rzeczywistość skrzeczy: jem za dużo, stymuluję się za dużo. Choć wiem, że w większości to ADHD i mechanizmy poza moją be...

EV w zimie, to nie są fajne rzeczy.

Obraz
Elektryczny świat i zgrabiałe ręce Tym się jeszcze nie chwaliłem, bo nie ma w sumie czym, ale w zeszłym roku spełniłem swoje marzenie (a raczej zrealizowałem postanowienie), że kolejne moje auto będzie elektryczne. W pełni. I o ile do tej pory nie zdarzyło mi się tego wyboru żałować – ekonomicznie jest uzasadniony, o tyle że ładowania realizuję z nadwyżki produkcji na swojej domowej fotowoltaice, a jako że jestem rozliczany jeszcze w starym modelu, to naprawdę bardzo trudno jest doprowadzić mi do sytuacji, w której płacę za prąd i ładowanie. Chyba że trzeba gdzieś jechać dalej albo cóż, zima. Tak sobie to piszę zgrabiałą z zimna ręką, stojąc przy ładowarce Lidla. Będzie już z godzina, a końca nie widać. Bo choć moje auto umie w szybkie ładowanie (nawet 120 kW), to Lidl i wszystko, co mi wbudowana mapa ładowarek pokazała, to max 60 kW. Więc albo długie zakupy, albo stanie i marznięcie w aucie, bo na jednym ładowaniu nie oblecę 400 km w zimie i to jest fakt. Nawet 360 nie. Myślę, ż...

Fajna muzyczka stycznia 2026, jazz i metal, eksperymenty.

No dobrze. Miejmy to po prostu za sobą, bo przymierzam się do tego jak do recenzji dla Pitchforka, a chciałem dać tylko tutaj znać, co mi się najbardziej podobało w styczniu z muzycznych premier w Polsce, ale też na świecie... I kilka słów o pozycjach, które odkryłem dla siebie na nowo. Polska: Ciężary i jednoosobowa armia Polska i moje ulubione dwa gatunki, najpierw metal, post-metal, hard rock... cholera wie, gdzie to katalogować (dlatego tak nie lubię tych zawodowych recenzji). Mamy tu jednoosobową armię z Bolesławca: Miasme | Keep Them At A Distance . Super fajne, mocne granie z na tyle wyważonym growlem, że nadaje się do auta i na wieczorny relaks. Pierwsze dwa kawałki to naprawdę ciekawe intra, zapadające na tyle w głowę, że – myślę – za jakiś czas będą do rozpoznania z tej papki, która się teraz pojawia. A to już naprawdę dużo. Będzie płacone, jak tylko wrócę do cywilizacji. Fav: Old Father Keep Them at a Distance by Miasme Jazz: Bez bangerów, ale z nadzieją Cho...